Geneteka mówi, że wpis istnieje i gdzie go szukać, ale nie podaje pełnej treści aktu. Treść poznajesz dopiero ze skanu księgi, a skan trzeba odczytać. Tu wchodzi odczyt w Zapomnianej: wgrywasz skan, dostajesz transkrypcję, tłumaczenie na polski i osoby w drzewie, bez znajomości łaciny, rosyjskiego czy gotyku.
Chcesz sprawdzić to na własnym skanie? Wgraj akt do demo odczytu i zobacz wynik po minucie.
Co daje Geneteka, a czego nie
Geneteka to indeks nazwisk z ksiąg metrykalnych i stanu cywilnego, tworzony przez wolontariuszy. Wyszukujesz nazwisko, a w wyniku widzisz zwykle rok, parafię lub urząd, imiona, nazwiska rodziców, nazwisko panieńskie matki oraz sygnaturę albo numer aktu. Dla kogoś, kto zaczyna poszukiwania, to najlepszy punkt startowy.
Indeks nie zastępuje jednak aktu. Nie zawiera wszystkiego, co jest w księdze: rodziców chrzestnych, zawodów, wieku rodziców, miejsca zamieszkania, dopisków na marginesie. A to właśnie z tych szczegółów wynika następny krok w poszukiwaniach. Dodatkowo indeksujący mogli pomylić literę, więc wynik trzeba zawsze porównać ze skanem.
Po znalezieniu wpisu w Geneteka, co dalej
- Zapisz dane z indeksu: parafię, rok, numer aktu, imiona rodziców.
- Znajdź skan księgi: w archiwum państwowym, w serwisach ze skanami albo w archiwum diecezjalnym. Opisujemy to w przewodniku księgi parafialne online.
- Odszukaj akt po numerze: w tomie dla danego roku i parafii.
- Odczytaj go: tu większość osób odpada, bo akt jest po łacinie, rosyjsku albo niemiecku, często odręcznie.
- Dodaj osoby do drzewa z podaniem źródła i przejdź do pokolenia rodziców.
Najwięcej czasu pochłania krok czwarty. Jeden wpis potrafi zająć wieczór, a typowa linia rodzinna to kilkadziesiąt aktów.
Który język czeka na skanie
Zależy od regionu i roku. W zaborze rosyjskim od 1868 roku akta pisano po rosyjsku, więc szczegóły opisaliśmy w tekście o tłumaczeniu aktów z rosyjskiego. Starsze wpisy i Galicja to najczęściej łacina, patrz tłumaczenie aktów z łaciny. Na Śląsku, Pomorzu i w Wielkopolsce akta stanu cywilnego są po niemiecku, o czym piszemy na stronie tłumaczenie aktów z niemieckiego.
Geneteka i odczyt aktów, porównanie
| Geneteka | Odczyt w Zapomnianej | |
|---|---|---|
| Do czego służy | znalezienie, że wpis istnieje i gdzie jest | zrozumienie pełnej treści aktu ze skanu |
| Dane | wybrane pola z indeksu | cały tekst, osoby, role, warianty nazwisk |
| Zakres | tylko zindeksowane parafie i lata | każdy skan, który masz |
| Rezultat | sygnatura i numer aktu | transkrypcja, tłumaczenie na polski, osoby w drzewie |
To nie są konkurenci. Geneteka wskazuje, gdzie szukać, odczyt pokazuje, co jest napisane. W praktyce używa się obu.
Kiedy opłaca się odczyt, a kiedy wystarczy samodzielne czytanie
Jeśli masz jeden prosty akt w druku i czytasz po rosyjsku, poradzisz sobie sam. Jeśli masz kilkanaście skanów, pismo odręczne i trzy języki w jednej linii rodzinnej, ręczne rozszyfrowywanie zjada tygodnie. Plan Odkrywca to 199 zł netto za 40 aktów miesięcznie, a plan Ród 399 zł netto za 150 aktów. Płacąc rocznie, płacisz o połowę mniej. Pełne zestawienie jest w cenniku, a porównanie z kosztem tłumacza w tekście o cenie tłumaczenia aktów metrykalnych.
Jak nie pogubić się w wynikach z indeksu
Nazwiska w indeksie bywają zapisane różnie. Ten sam człowiek może występować jako Kowalczyk, Kowalczik i Kowalczyck. Szukaj wariantów, dopisuj je do osoby w drzewie i sprawdzaj każdy wynik z aktem. Zapomniana porządkuje warianty automatycznie, więc przy kolejnych aktach program rozpoznaje tę samą osobę.
Dobrze też zapisywać źródło każdego faktu: parafię, rok i numer aktu. Za dwa lata nie będziesz pamiętać, skąd wziąłeś datę urodzenia pradziadka, a bez źródła nie przekonasz o niej innych członków rodziny.
Gdy akt trzeba wysłać do urzędu albo za granicę
Odczyt służy do poszukiwań. Jeśli akt ma trafić do urzędu, potrzebne jest tłumaczenie przysięgłe. Czasem korespondencja z zagranicznym archiwum przychodzi też w PDF-ie po niemiecku lub angielsku, a jej zawartość można szybko przejrzeć w tłumaczeniu dokumentów PDF z zachowaniem układu, zanim zdecydujesz, co zamówić u tłumacza.
Najczęstsze pułapki przy pracy z indeksem
Pierwsza pułapka to założenie, że brak wyniku oznacza brak wpisu. Indeks obejmuje tylko parafie i lata, które ktoś już zindeksował. Jeśli twojej parafii nie ma w wynikach, akt najpewniej istnieje, tylko nie został jeszcze wpisany do bazy. Wtedy szukasz bezpośrednio w skanach księgi i potrzebujesz odczytu od zera.
Druga pułapka to pomylenie dwóch osób o tym samym imieniu i nazwisku w jednej parafii. W małych wsiach Jan Kowalski mógł być kilkunastoma różnymi osobami. Rozróżnisz je dopiero po rodzicach, wieku, zawodzie i miejscu zamieszkania, czyli po danych z pełnego aktu, nie z indeksu. Dlatego przy każdym wyniku warto otworzyć skan i przeczytać całość.
Trzecia pułapka dotyczy dat. W aktach rosyjskich z lat 1868 do 1917 pojawiają się dwie daty, w starym i nowym stylu, a w indeksie może być zapisana tylko jedna. Jeśli data urodzenia z indeksu różni się od tej, którą masz w rodzinnych papierach o kilkanaście dni, to prawdopodobnie ten sam człowiek, a różnica wynika z kalendarza.
Jak wygląda odczyt na realnym przykładzie
Załóżmy, że Geneteka podaje: akt chrztu, parafia w Galicji, rok 1847, numer 23, ojciec Wojciech, matka Katarzyna z domu Nowak. Znajdujesz skan księgi, otwierasz stronę z numerem 23 i widzisz kilka linijek łacińskiego pisma. Po wgraniu skanu dostajesz transkrypcję, a pod nią tłumaczenie: dziecko, data urodzenia i chrztu, rodzice, rodzice chrzestni, ksiądz, często też zawód ojca i numer domu. Osoby trafiają do drzewa z rolami, więc od razu widzisz, że chrzestny nosi to samo nazwisko co matka, co sugeruje krewnego i wskazuje następną parafię do sprawdzenia.
Takie szczegóły nie występują w indeksie, a decydują o tym, czy w poszukiwaniach pójdziesz do przodu, czy staniesz w miejscu.
Dla kogo to ma sens finansowo
Odczyt w abonamencie opłaca się, gdy poszukujesz regularnie: wracasz do archiwum co miesiąc, masz kilka linii rodzinnych albo prowadzisz poszukiwania dla innych. Biura genealogiczne i osoby, które robią drzewa na zlecenie, liczą każdą godzinę, więc oszczędność na odczycie przekłada się wprost na liczbę obsłużonych klientów. Jeśli potrzebujesz jednego aktu do jednej sprawy, rozsądniej wybrać tłumacza przysięgłego. Obie sytuacje opisujemy bez ukrywania, że druga nie jest dla nas.
Plan na pierwszy tydzień
- Wybierz jedną linię rodzinną i zapisz z Geneteka wszystkie wpisy dla jednego nazwiska.
- Pobierz skany tych aktów z archiwum.
- Wgraj wszystkie do Zapomnianej i przejrzyj osoby, które powstały w drzewie.
- Sprawdź warianty nazwisk i uzupełnij brakujące pokolenia.
- Do tłumacza przysięgłego wyślij tylko te akta, które są potrzebne w sprawie urzędowej.
Dzięki temu zamiast kilkudziesięciu stron tłumaczeń masz kompletne drzewo i jasną listę tego, co naprawdę trzeba zlecić.